z innych stron
poddaje sie:...
Kategori: Zycie codzienne / Glad
Gemt: 2007-01-27 17:55
No i masz babo placek... Chyba trzeba zmienić bloga, chociaż się prawie tutaj zadomowiłam...
udsalg
Kategori: Zycie codzienne / Glad
Gemt: 2007-01-26 20:54
Normalnie wybralam sie w koncu do wedrowke po sklepach.
Wedrowka ma z gory ograniczona byla tylko do 2 sklepow, w ktorych wydane zostaly pieniazki. Na pierwszym miejscu jak zwykle sklepik z bielizna, a drugi standardowo H&M, gdzie nota bene przezylam szok - gdyz udsalg byl po prostu w fazie zakonczeniowej. Zakupione zostaly:
- Komplecik bielizny
- Majteczki
- Spodnie sztruksowe (pasujace kolorem do drugiego zakupu w pierwszym sklepie), ktore juz zostaly obciete i skrocone, z czego jestem niesamowicie dumna
- Golfik koloru ciemnego miodu
Oczywiscie za spodnie i golf zaplacilam polowe tego co za bielizne...
zastanawianie
Kategori: Zycie codzienne / Glad
Gemt: 2007-01-25 19:57
Hmmm... Tak sie zastanawiam dlaczego nikt do tej pory nie zaszczycil mnie ani jednym komentarzem...
Dzis Nadia mnie poinformowala, ze z podowu mojej na glowie noszonej chustki moge miec problemy z praca w HP. Bez komentarza.
Zjadlam 1/4 murzynka, ktory mial byc cynamonowcem, nie wyszlo, ale i tak juz go nie ma. Ale i tak wieczorem wybralam sie po czekolade do pobliskiego netto. niecierpie slodyczy!!!
Jutro tzw. "krotki dzien", czyli ledwo zaczne a juz skoncze, fajnie. Tydzien przelecial jak buuurza.
Latwiej
Kategori: Zycie codzienne / Glad
Gemt: 2007-01-20 18:42
Zdecydowanie duzo latwiej przychodzi mi czytanie bloga nas troje niz pisanie wlasnego.
Jade do domu!!! hura hura hura, co prawda tak jak ostatnio tylko na 4 dni od czw do poniedzialku, ale bardzo sie ciesze i tak. Malzonek nawet sam dzis zaproponowal, ze dokupi kilogram mielonego i ugrilluje miesko zebym mogla zabrac ze mna. Stad ta radosc, zawsze najtrudniej zalatwic sprawe z malzonkiem :) Malzonek jak po raz kolejny wyszlo zna mnie az za dobrze... od kilku dni o niczym innym nie myslalam, tylko o tym jak mu powiedziec ze ja jednak jade do kraju ojczystego, a dzisiaj sam wyszedl z taka propozycja. Malzonka bardziej kochanego ze swieca szukac... a mowia ze roznice kulturowe i takie tam bzdety nie pozwalaja stworzyc dobrze funkcjonujacego zwiazku.
Doktor
Kategori: Zycie codzienne / Glad
Gemt: 2007-01-15 15:59

Tak wiec po powrocie z naszej wspolnej, bardzo udanej wyprawy, odwiedzilam juz 2 razy lekarza. Tak wiec wyrobilam norme roczna. Najgorsze z tego, ze po 1. wizycie nic sie nie polepszylo a tylko pogorszylo, a takze po dzisiejszej, rokowan pozytywnych nie ma, bo byla to powtorka z poprzedniej... mam pranie na stanie i ryz na ogniu...
Weekend
Kategori: Zycie codzienne / Glad
Gemt: 2006-12-15 21:57
Otoz naszedl ostatni weekend, weekend w ktorym musze skonczyc projekt, oraz ostatni weekend spedzony w domu. W niedziele wyruszamy w podroz, podroz na inny kontynet, w innym czasie, samolotem...
Musze sie spakowac, czesc rzeczy stoi na szafce, czesc sie jeszcze jutro musi wyprac, a jutro czeka mnie jeszcze ostatni dzien postu, ktory mam zalegly za miesiac Ramadan. Wszystko musi byc przygotowane przed Pielgrzymka.
Wyjazd
Kategori: Zycie codzienne / Glad
Gemt: 2006-12-11 21:38

Zgadnijcie gdzie sie wybieram w niedziele?!? Brawo! Do Arabi Saudyjskiej, Mekki i Medyny, na corodzną pielgrzymkę HAJJ!! Wlasnie sie dowiedzialam, ze dostalismy wizy! Po prostu odlot! Nie mam pojecia jak mam sie zaczac pakowac, zaczynam sie zastanawiac co sie stanie ze szkola, nie mam pojecia jak to tam bedzie w tych dalekich krajach i juz zaczynam sie denerwowac, ze zgubimy bagaz na lotnisku w Kbh. Poza tym juz mam mdlosci jak pomysle o locie samolotem...
Dzisiaj zostalam powaznie wzrokiem skrytykowana, podczas pobierania z polki sklepowej w Aldim kolejnej paczki orzeszkow w czekoladzie. Na szczescie argument, ze to po raz ostatni, bo w styczniu po naszym powrocie najzwyczajniej w swiecie ich juz nie bedzie, trafil do przekonania mojego ukochanego malzonka, bo malzonek nic dodac nic ujac jest ukochany.
Urodzinki!!
Kategori: Zycie codzienne / Glad
Gemt: 2006-12-10 14:21
Juz za 2 dni bede kolejny rok starsza, wlasnie minela mi kolo nosa okazja dostania prezentu z samych Niemiec, to jakos to przezyje, zwlaszcza, ze najwiekszym prezentem bedzie fakt, ze moj maloznek o nich pamieta!! (przynajmniej do tej pory co juz uwazam za niesamowity sukces!!)
Szkoda, ze nie moge uzywac literek wszystkich...
Nowy
Kategori: Zycie codzienne / Glad
Gemt: 2006-12-10 00:08, Redigeret: 2006-12-09 23:11
Zaczyna sie nowy dzien, chociaz to dopiero srodek nocy. Ale z braku rzeczy do robienia mozna zaczac nowa date wpisem do nowego bloga.
W piatek nie poszlam do szkoly. Mielismy fremleaggac, no i to robilismy, tylko beze mnie. Mialam ciezkie wyrzuty sumienia, ale w gruncie rzeczy koronnym argumentem byl fakt, ze przeciez ani nauczycielki ani wspolpracujacej juz raczej nie zobacze, jesli, to przelotnie, gdzies w biegu sie miniemy. A z lozka wstac nie moglam, zreszta nadal mam sie niezbytnio dobrze. Miejmy nadzieje, ze jutro juz sie polepszy... bo lodowka pusta - nie ma kto zrobic zakupow :)
Jesien
Kategori: Zycie codzienne / Glad
Gemt: 2006-12-09 21:46
Zacznijmy jesiennym nastrojem. Bo jesien rzeczywiscie jest piekna tego roku, 14 stopni i swiecace w stolicy mego kraju nie jest czyms zwyczajnym, ale tutaj takze pogoda nas rozpieszcza :) Niech tak sobie jeszcze zostanie przez jakis czas.
szkolna miłość 2007-01-27 18:05:58 Dlaczego dorosła kobieta, od kilku lat w trwałym związku z partnerem, od prawie roku mężatka, od czasu do czasu śni o swojej szkolnej miłości z przed kilkunastu już prawie lat???
Opublikowany kategoria: Sennie Ssss zkoła 2007-01-23 20:03:17 No i znowu nie poszłam do szkoły, ale jak tu do niej iść skoro ledwo z pracy wróciłam? No chociaż mogę powiedzieć, że pracuję, tak na prawdę 8h dziennie, no może pracuję max 4, ale w końcu jestem poza domem prawie 9h, bo przecież dojazd też trzeba liczyć. Zamiast szkoły upiekłam murzynka, najadłam się surowego ciasta i nie jestem pewna teraz, kto zje gotowy placek. Małżonek powie, o ile zauważy, że nie jest dostatecznie słodki, Marta, jeśli jutro przyjdzie (bo ma przyjść na kawę) może uszczypnie kawałek, a co z resztą???
Nadal kaszlam i smarkam....i zupełnie nie wiedzieć czemu najgorzej jest właśnie na wieczór i noc, połowa nie przespana z powodu kaszlenia (druga z powodu męża), więc ostatnie dni mijają pod hasłem niedospania. I dlatego też pomimo godziny wczesnej dość tj. 20.01 udam się na spoczynek. Ewa podrzuciła mi jakąś gazetkę, nawet styczniową - więc na czasie, może do niej zaglądne spożywając kawałek placka, zaścielę się między poduszką a pierzynką, do mometu pewnie przysypiania i wtedy zadzwoni mój mąż :)
Zamiana paszportu kosztuje 750 koron, o zgrozoooo
Opublikowany kategoria: Życie codzienne
2007-01-21 15:33:53 No i wróciliśmy,,, niestety... pogoda tamtejsza super, klimat super, ludzie super, jedzenie pycha, no i wszyscy ubrani jak byc powinni. Zaraz też na lotnisku przeżyłam szok widząc kobiety bez chustek z dekoltami sukni balowych, faceci też spodnie do połowy łydek, więc wcale nie są lepsi.
W Medynie było prześlicznie, cisza i spokój, taki wewnętrzny, bo samochodów i ludzi jak mrówków, nie chciało się stamtąd wyjeżdżać. W Mekce z kolei człowiek był cały czas zajęty, 2 tygodnie przelaciały jak 2 dni. Za dużo ludzi, za dużo samochodów, za mało samotności. Zakupy porobione, włącznie ze złotem.
Opublikowany kategoria: Życie codzienne 2006-12-11 21:21:08 Wow!! Dostaliśmy wizy!! To oznacza, że w niedzilę, jedziemy do Arabii Saudyjskiej!! Nie mogę w to uwierzyć!! Muszę się chyba zacząć pakować, nie wiem co mam ze sobą zabrać, ale jak ma to być na 3 tygodnie to 2 torby mogą nie starczyć. Panicznie się boję tego tłumu ludzi, panicznie się boję niedogadania, totalnego uzależnienia od innych, braku czasu na własne łażenie, jeszcze moge się zgubić, zgubić można też pieniądze, paszposrt i telefon (który będzie stratą najmniejszą z tego wszystkiego). Boję się pogody, boję się zimna, boję się gorąca... o rany w co ja się wpakowałam....
Opublikowany kategoria: Życie codzienne Urodzinki 2006-12-10 14:36:56 Już za parę dni za dni parę... będę starsza o kolejne dni, jednak w kalendarzu życia mego dojedzie cały kolejny rok. Ostatnio dużo się zmieniło, mam tutaj na myśli ostatni rok. Jestem mężatką, mam stabilne życie poza granicami kraju, finansowo nie narzekam, zresztą na razie na nic nie mogę narzekać (ostatniego tygodnia przeziębienia nie będę wliczać), jestem szczęśliwa :) i niech tak zostanie, albo będzie tylko lepiej.
No dobrze, co z tego, że mam męża jak on jest cały czas poza domem? Pewnie to nie powód do rozwodu, ale ja zamiast wykorzystać ten czas samotnie spędzony w domu w jakimś konkretnym korzystym dla siebie celu, gram w karty i siedzę na allegro. Maseczkę w najlepszym przypadku sobie nałożę. Pranie - niewyprasowane, kurze - niepościerane, duński - nienauczony, klawiatura - żadych postępów, poszukiwania pracy - brak, i tak mogłabym wymieniać dłużej.
Opublikowany kategoria: Życie codzienne siostra ma 2006-12-10 14:29:15 Śniła mi się siostra ma jedyna. Oczywiście, sen nie był szczęśliwym wspomnienim cudownego wspólnego dzieciństwa, a tłumaczeniem mej młodszej siostrze, co trzeba robić, gdy śnią się złe rzeczy, typu ruszające się rzeczy martwe, ciemność, jak spać by nie śnić koszmarów i typ podobne sprawy. Sama się oczywiście nieźle przestraszyłam, zwłaszcza, że akcja działa się raz u babci F., raz u nas w domu to zwnou gdzie indziej. Zmiana miejsc była conajmniej nieoczekiwana i mało przyjemna. Na koniec tylko pamiętam duże okno u babci w pokoju i ruszającą się zasłonkę... brrr
A niektórzy śnią o lataniu nad łąkami, o kwiatkach, bratkach i stokrotkach, miłości i takich tam całkiem przyjemnych sprawach. Moja dusza wydaje się być całkowicie mroczna.
Opublikowany kategoria: Sennie Wyjazd 2006-12-04 19:00:23 Wygląda na to, że sobie pojedziemy :) na razie nie wiem czy się cieszę, tzn. oczywiście cieszę się, ale jestem przerażona. Inny kontynent, inna kultura, inny język i 2mln ludzi w 1 miejscu!! AA!! No nic, na razie nie ma wiz wbitych w paszport, więc nic nie jest pewne.
Gorzej jutro... Jutro z całą pewnością mam spotkanie o pracy. Przy czym wcale nie o pracę, tylko będzie to coś w rodzaju reprymendy, dlaczego tej pracy nie mam. Najgorsze z tego, że w szkole mnie pół dnia nie będzie, mogą być konsekwencje, a tego nie chcę. No chociaż sobie właśnie dojazd znalazłam, nie mogę użyć męża bo ten jest wyjachany do niemiec :)
No nic muszę zrobić sałatkę owocową na jutrzejszy JULEFROKOST oraz wytaśtac się w nowo zakupionym pomarańczowo-cynamonowym body coś tam :)
Opublikowany kategoria: brak Plan uzgodniony 2006-12-03 17:30:49 Doszło w końcu do mnie, że jeszcze aż cały miesiąc mnie czeka przed rozpoczęciem starań o pociechę. I tutaj bardziej intymne wyznanie: ta pociecha mnie niej interesuje, niż sam fakt starania. Przyznam się nawet, że nie rozpaczam, że owej pociechy nie ma jeszcze i co więcej boję się, że kiedyś się jednak pojawi. Mój paniczny wstręt do dzieci powiększa się wraz z każdym razem kiedy z jakimś dzieciem mam do czynienia. Najgorsze, że wszyscy mi mówią, że stan owy ulegnienie całkowitej odmianie, gdy będzie chodzić o mojego dziecia. I tu pojawia się kolejny problem. Na samą myśl bycia matką tak kochającą swoją pociechę, że świat bez potomka byłby totalnie bez sesnu, robi mi się słabo. Boję się takiego stanu i nie chcę do niego doprowadzić siebie. A prognozy są conajmniej mało sprzyjające. Więkość znanych mi matek oraz matek, które wypowiadają się na łamach prasy kobiecej, postępuje właśnie w ten sposób, czyli życie bez dziecka jest totalną klęską i lepiej się powiesić...
Idę po pranie (do sąsiedniego bloku...)
Opublikowany kategoria: Życie codzienne Płatności 2006-11-27 18:44:36 Małżonek wrócił, ale go nie ma, więc co za pożytek. Fatanie jest być uzależnionym od jednej osoby, chociaż wcale nie jestem uzależniona. Uzależniona to jest Gosia, która pędzi na każdy telefon na drugi koniec miasta, rozpacza za każdym razem, kiedy jej ukochany lekko zakręci noskiem, nie wspominając jaką tragedię za każdym razem przeżywamy jeśli ukochany wyjeżdża lub jak to się częściej zdarza, posiada własne dzieci we własnym domu.
Nauczyciel dzisiaj zapomniał do nas przyjść, każdy może się rozchorować, ale wydaje mi się, że powinni nas o tym poinformować. Tak więc pierwsza godzina, przesiedziana, przeczytana, przegrana, wynudzona :)
Wpadłam w jakiś maniakalny szał kupowania rzeczy na allegro. Najgorsze jak się nie widzi pieniążków, które się wydaje. Okropny ten, kto wymyślił karty płatniczne oraz przelewy na konto!
Opublikowany kategoria: Życie codzienne Depresja zimowopochodna 2006-11-21 21:18:12 Long time ago...
Życie toczy się powoli, swoimi ścieżkami kroczy los, pomiędzy nimi wplecione zdarzenia, nie przynoszące większych zmian. Szkoła, szkoła, szkoła nawet do 7 razy w tygodniu, że też jeszcze profesorem nie zostałam :)
Małżonek w podróży służbowej, wolna chata i radość jak u nastolatki, a przecież i tak imprez nie robię, ale co wolność domowa, to wolność domowa. A z drugiej strony zastanawiam się jak mają się do takie wolności stare panny, bądź jak ktoś woli singielki? Przecież to straszne wracać zawsze do pustego domu, nie mieć do kogo otowrzyć ust (nie wliczam kotów, psów i rybek akwariowych), nie mieć kogoś kto opowie o swoim dniu (tutaj nie będę wliczać radia i TV), kogoś z kim można wspólnie zjeść posiłek, wyjść na spacer, pokłócić się, a potem pogodzić, zasnąć mając kogoś przy swoim boku. Nie wspomnę o tym bałganie, który aktualnie posiadam, z powodu braku współlokatora i motywacji do sprzątania, po 2 tygodniach prawdopodobnie nie potrafiłabym się odnaleźć w ciuchach, które zalegając na krzesłach, łóżku (jeszcze widocznym) oraz wylatują z pół otwartej szafy, poza tym chyba umarłabym z głodu, albo zrobiła się bardzo gruba z powodów baaaardzo źle dobranych posiłków, na które głównie składają się chleb i słodkości - bo przecież gotowanie dla 1 osoby to conajmniej strata energii, a jedzenie w samotności to depresjonujące przeżycie...
Jak już jestem przy depresji, to w czasie ostatnich tygodni diametralnie zmieniła się pogoda, do tego stopnia, że o godzinie 10 rano aby cokolwiek zobaczyć należy zapalić światło. Jest ciemno przez cały dzień. W przypadku dnia obficie zalanego słońcem, światło można wyłączyć pomiędzy godziną 10 a 13.30, zarówno wcześniej jak i później słońce chowa się za linią horyzontu. Jak tu nie nabawić się depresji zimowej? Najgorsze z tego, że to dopiero początek i taka polarna zima będzie trwać przynajmniej do marca. Rachunki za prąd pewnie przyjda niewyobrażanie wysokie...
Opublikowany kategoria: Życie codzienne
narzekanie? 2006-10-16 20:10:56 Nie jestem ładna, nigdy nie byłam i nie będę, nie porównuje się z innymi ludźmi, ale czasem dziękuję Panu Bogu za mój wygląd :)
Skąd te refleksje? A no stąd, że dzisiaj rozpoczeliśmy zajęcia w nowej grupie, w grupie, której większa część ludzi jest po prostu "stara",a część żabowata, a w ogóle większa część to co chwilę wychodzi na papierosa. Tak więc zajęcia nie zapowiadaja się zachęcająco.
Popołudnie przespałam z powodu bólu głowy. I chyba pomogło, 3 tabletki panodilu też pewnie zrobiły swoje. Mąż w "pracy". Samotne wieczory powoli zaczynają mi bokiem wychodzić.
Prawdopodobnie wyjdzie mi taniej następnym razem podróżować przez Londyn, niż bezpośrednio.
Opublikowany kategoria: Życie codzienne oligo 25 2006-10-15 22:10:03 To już się chyba zaczynają pierwsze oznaki starości, przynajmniej tej takiej (i nie mogę sobie przypomnieć słowa...), że zaczynam kupować kremy nie dość, że dla odpowiedniego wieku, to jeszcze utrzymujące skórę w odpowiednim stanie. Jakoś do tej pory używanie kremów z serii nastolatka zupełnie mi nie przeszkadzało, ale nie przeszkadzały mi również kremy dla cery z pierwszymi przesuszonej, skłonnej do zmarszczek. Wybór więc pierwszego kremu przeznaczonego typowo dla mnie postanowiłam odnotować. (Kremu w związku z wiekiem, bo oczywiście zawsze wybieram ze szczególną uwagą kremy do skóry odpowiednio trądzikowej, która posiadam).
Tak więc minął weekend: weekend-end mamy teraz. Domowo, zaciszowo z tabliczką czekolady w dłoni i klawiaturą pod palcami (klawiatura jest oprószona odpowiednio czekoladą oraz popiołem wiadomego pochodzenia). Czasem się zastanawiam, czy życie kobiety u szczytu lat młodości właśnie tak powinno wyglądać, ale nie przychodzą mi do głowy rozsądne wnioski. Więc może lepiej się nie zastanawiać. Z kolei nad czym się ostatnio zastanawiałam? Nad żyletką, poruszona kolejnym artykułem z on-line wydania GW na temat samookaleczania. Poczytałam trochę przeżyć i motywacji ludzi, którzy mają na co dzień do czyniania z narzędziami ostrymi. I choć bardzo chcę, nie potrafię tego zrozumieć, to jest po prostu chore. I teraz mógłby się odezwac ktoś kto się tnie na co dzień: nie przeżyłaś tego, więc oczywiście, że nie rozumiesz. No dobra, ale czy owa tnąca się osoba, jeśli spojrzy na siebie odrobinę z boku, nadal będzie mogła mi to tak zawzięcie tłumaczyć, wykładać racjonalne mniej i bardziej powody tego baardzo modnego ostatnio samookaleczania sie? Tego nie jestem już taka pewna. Być może temat absorbuje mnie bardziej niż powinien z powodu kuzynki, która od czasu do czasu w swoim blogu wypisuje swoje przygody z nożyczkami...
Opublikowany kategoria: Życie codzienne dziwne 2006-10-15 21:44:23 Czasem sny śniące się są tak dziwne, że trudno mi je opisać.
3 dni temu śniło mi się, jak ze starszą osobą, która wydawała mi się być moją babcią, ale zupełnie nie odpowiadała jej wyglądowi fizycznemu, chodziłam i pomagałam w robieniu zakupów czy coś takiego, a w tym czasie, jej ręce stawały się dziwnie krótkie, kości jej się zmieniejszały i wyglądało to wszystko okropnie. Kobieta stawała się coraz bardziej niespokojna, tak jakby przestała kontaktować co się dzieje. Z przerażeniem się obudziłam.
2 dni temu o 3 w nocy dostałam smsa od koleżanki, która nie jest zupełnie normalna, pod względem duchowym. Długo potem nie mogłam zasnać, a jak już zasnęłam to się zaczęła jazda. Najpierw w mieszkaniu, M. z jakąs kobietą, oświadcza mi szczęśliwy, że zapisał się na kurs boksowania, za chwilę go widze jak trenuje z tą blondynką, obydwoje tylko w sportowej bieliźnie. Dostałam szału. Gdy weszłam jednak do pokoju, siedziało w nim kilka osób, wszystkie myślące i przygotowujące się do kopulacji. Zaczęło mi się to podobać, ale po chwili jakbym się ocknęła: nie przecież poszczę, nie mogę tego robić i wyłączyłam obraz tak jak się wyłącza przgladarke internetową (chyba mi wychodzi siedzenie przed monitorem :)) i bardzo mi się podobało jakie to proste.
Akcja po chwili przeniosła się do szpitala, jakby dla psychicznie chorych, duże przestrzenie i ludzie stojący, tępo patrzący na korytarzach. Wiedziałam, jakbym wcześniej śniła, że w tym szpitalu jest bomba. Ale nikt nie chciał mnie słuchać, aż do mometnu gdy z głośników zaczęli alarmować, że należy szybko opuścić szpital, gdyż grozi wybuchem. Rzeczywiście nastąpiła eksplozja, ale część zdążyła uciec. Stoimy przed szpitalem i w pewnym momencie jakaś kobieta wpycha do gardła jakiejś innej kobiecie mój hidżab (ten czarny prostokątny) probując ją zabić. Bez skutku. Nie wiem kim były owe panie. Potem podchodzi do nas jakiś chłopak, wysoki i szczupły, klepiąc go po plecach mówię, że wszystko będzie dobrze i widzę jak on idzie usiąść na brzegu jakby strumyka.
I nagle rozmawiam z moim tatą. Tłumaczę mu, że śniło mi się, że widziałam wypadek samochodowy, że zginęli ludzie. On mi nie wierzy. Ale właśnie podają w wiadomościach, że 6 osób zginęło w wypadku samochodym w drodze na Obrzycko.
No i się obudziłam. Zegarek: 3:40. Chociaż to nie było spanie, to była półjawa półsen. Wystraszona zmieniłam pokój. A, no ale dlaczego zmieniłam pokój: ja się przebudziłam to obróciłam się z boku na bok, żeby zakończyć to śnienie. Próbuje ponownie zamknąć oczy i czuję jak łóżko się zatrzęsło. Pomyślałam, że nadruchliwy sąsiad z góry spowodował podskok łóżla, więc ponownie znużona próbuję zamknąć oczy. Jednak tym razem łóżko się znowu zatrzęsło. Jak się z niego nie zerwałam, poszłam spać na kanapę. W pokoju siedział M. trochę mnie uspokoił.
Opublikowany kategoria: Sennie Pierwsze oznaki jesieni 2006-10-08 20:26:53 Za oknem troszkę słonecznie, troszkę deszczowo, wietrznie, ale nadal ciepło. Za oknem pierwszych oznak jesieni nie widać. Za to zawsze z jesienią wiążą się przeziębienia i właśnie stąd wnioskuję, że jesień nadchodzi. Psikanie, psikanie i smarkanie, do tego niemożność oddychania. Przez cały czas odczuwalny chłód, brak apetytu (co sie nie zdarza praktycznie wcale) oraz spanność i apatyczność przez cały dzień. Typowe objawy nadchodzącej jesieni.Szkoda tylko, że doświadczam ich na własnej skórze. Przeprowadzone 2 inhalacje nie przyniosły rezultatów. Za to jak zawsze pomagają krople do nosa, od których chyba już jestem uzależniona. No ale ratować się trzeba, w końcu oddychanie to podstawowa funkcja życiowa, bez której ciężko żyć. Teraz rodzi się pytanie, czy człowiek zakatarzony powinien udać się jutro do szkoły-pracy? Każdy normalny obywatel tego kraju najzwyczajniej w świecie o godzinie 8.00 dnia jutrzejszego zadzwoniłby i powiedział, że jest chory. No ale, ja jako nieobywatelka tego kraju, wychowana w duchu pracowitości, sumienności i odpowiedzialności, sprawia, że postawione wyżej pytanie wzrasta do wielkości dylematu moralnego: iść czy nie iść. Przecież w kraju, w którym jestem obywatelką, prędzej człowiek chory zostanie odwieziony do szpitala, niż zrezygnuje z odpowiedzialności pracy. Więc pewnie jutro ja także wstanę i zaprowadzę się do szkoły-pracy.
Na niedługą okoliczność mego wyjazdu do domu rodzinnego, połowę mojego życia spędzam na allegro, przebierając we wszelkich możliwych rzeczach, które nadają się do kupienia. Ostatnio jestem na etapie torebek. Ciuszków i kosmetyków już trochę mam. Pewnie końcowym etapem będą bibeloty. Oj starzeję się. Ale tym samym stwierdzam po raz kolejny o ile łatwiej wydawać pieniążki których się nie widzi (wszystko płatne przelewem, a przelew został wykonany jakieś 3 miesiące temu). Problemem może się jedynie okazać zapakowanie tego wszystkiego i wywiezienie z kraju.
Wspominałam, że po raz pierwszy polecę samolotem? Może dlatego, że to jeszcze 3 tygodnie, to mogę spać w nocy. Prawdopodobnie, jak sobie tylko uświadomię, że to tylko 3 tygodnie, to przestanę...
Opublikowany kategoria: Życie codzienne Shopping 2006-09-30 01:08:32 Wybrałyśmy się dzisiaj z Gosią "na sklepy". W godzinach pracy-szkoły ma się rozumieć. Niestey nie zakupiłam za wiele, w przeciwieństwie go Gosi, która wydała jakiś tysiąc. Może spowodawane to było moją słodką nieświadomością, że moja wypłata już wpłynęła na konto... to tak jakby ktoś nade mną czuwał, żebym nie wydała jej na samym początku, ale pozostał niesmak, gdy na koniec naszego buszowania między ciuchami, sprawdziłyśmy stan bankowy, który okazał się barrdzo na plusie. No nic, będzie na następny raz.
Opublikowany kategoria: Życie codzienne Szkoła szkoła szkoła i przedziwne sposoby nauczania 2006-09-20 19:17:21 Wczoraj padło pytanie: I co myślicie o wczorajszym dniu? [czyli o przedwoczrajszym patrząc od dzisiaj]. Pytanie padło zaraz po dzień dobry. Już wiedziałam jaki będzie dalszy przebieg zajęć i przewidywania okazały się słuszne. Przez kolejne 2 godziny, kilka stałych osób z klasy wywodziło, rozwodziło, pytało, filozofowało i tudzież podobne czyny wykonywało na temat poniedziałkowej sesji i zadanego zadania domowego. Oczywiście nic z tego wszystkiego nie wynikło...
Potem była gra. 27 kawałków papieru, każdy dostał po 1. Mieliśmy ustalić mordercę, motyw, narzędzie, czas i miejsce mordu. Nie udało nam się zrobić całego zadania poprawnie. Samo zadanie było całkiem fajne, domyślam się, że miało kształtować naszą wzajemną pracę zespołową. Najgorsze przyszło potem. Kolejne 2 godziny myślenia, oceniania, wyrażania swojego zdania na temat tego jak nam poszło, co było dobre a co złe. Najgorsze z tego wszystkiego (nie żebym była jakaś uprzedzona) ale osobniczka, która ma zawsze najwięcej do powiedzenia, jest grubiutka, rudawa, blada jak ściana i ubrana w obcisłe spodnie dresowe i bluzkę z mega-dekoltem. ah, jutro znowu to samo będzie... może się można do tego przyzwyczaić...
Małżonek zaraz po przyjściu wyszedł. Czasem przyda się troszkę kobiecego, samotnego czasu spędzonego przed TV i IT. Zjadłam 3/4 paczuszki ciasteczek z czekoladą. Zastanawiam się nad obiado-kolacją, ale pewnie skończy się na kanapce :) więc może lepiej nie zostawiać mnie samej? nic dobrego z tego dnia nie wynikło.
Jak na kobietkę przystało, kupiłam sobie dzisiaj klapki. Takie sandałki. Szukałam całe lato i nie znalazłam, teraz nadchodzi jesień i pewnie dlatego zaraz po wejściu do pierwszego sklepu one na mnie czekały, oczywiście po promocyjnej cenie. Po przyniesieniu ich do domu, przymierzyłam ponownie i ładnie zapakowałam. Będą musiały poczekać do następnego lata...
Opublikowany kategoria: Życie codzienne zmiana miejsca pobytu 2006-09-16 18:42:03 Od kilku dni siedzi takie jedno czarniutkie przy suficie i od czasu do czasu tylko przesunie swój zgrabny tyłeczek za pomocą swych smukłych 8 nóżek w inny narożnik. A mnie najzwyczajniej w świecie nie chce się iść po krzesło, wleźć na nie uzbrojona w szklankę do przenoszenia osobnika poza obręb mieszkania i złapać to. Więc obserwuję toto i mam głęboką nadzieję, że samo się wyniesie...
Opublikowany kategoria: Pajęcze przypadki weekend 2006-09-02 20:11:55 Weekedny są takie bezowocne, bo przecież placka sernika i dobrego obiadu, nie mogę zaliczyć do owoców. Przez to mogę tylko urosnąć w szerz.
Opublikowany kategoria: Życie codzienne frokost 2006-08-31 22:17:45 Dzisiaj w szkole bawiliśmy się w robienie jedzonka :) było całkiem zabawnie, najpierw mieliśmy 3 h na zakupy i przygotowanie sałatki, a następnie kolejne 2 na jedzenie. Tak, zaczynam lubić chodzenie do tej szkoły :)
No ale od poniedziałku się zacznie, nie dość, że praktyki mam totalnie na drugim końcu miasta, to jeszcze muszę na nie pedałować. Mimo wszystko tydzień przeleciał jak błyskawica i trudno mi uwierzyć, że jutro już piątek. Wypłata na konto wpłynęła, może więc na zakupy jutro :)
Opublikowany kategoria: brak Jeszcze jedno 2006-08-30 20:22:29 Nie wiem do czego to zaliczyć, do snów czy pająków, jak śni się pająk?? Pająk był wielki, ale nie prawdziwy, było ich chyba nawet więcej, ale wszystkie zrobione z kamienia :) mimo wszystko tak sie przestraszyłam, że się obudziłam, brrr
Opublikowany kategoria: Sennie Nie wiem od czego zacząć.... 2006-08-30 20:19:04 rany, ale szkoła :) czuję się jak 14latka, robiąc sobie codziennie śniadania do szkółki, co prawda robię też herbatkę, której wcześniej nie brałam ze sobą, ale siedzenie na "lekcjach" od 8.30 do 14 już samo z siebie wystarczy, żeby poczuć się 15 lat młodziej
teraz przejdźmy to tych "lekcji", rany julek, jak to można w ogóle nazwać szkołą? do tego jeszcze pracą, bo w końcu nam za to płacą?? nie wielkie mamy pojęcie o zagranicznych systemach nauczania, ale to przeszło moje najśmielsze oczekiwania!! siedzenie 5h i robienie totalnego NIC, to już lekka przesada!! niekończące się dyskusje NIC nie wprowadzające do życia, debaty o NICZYM, brak nauczania czegokolwiek. Może te pierwsze 2 tygodnie mają być dwoma tygodniami przedłużenia wakacji, kolejne dwa dadzą obraz przyszłej pracy, a może potem zaczniemy się czegoś uczyć?? No zobaczymy...
W domku bez zmian, tzn zmieniło sie to, że teraz mnie więcej w nim nie ma, ale nadal siedzę wiele godzin przed PCtem. Jedna z beznadziejnych nowości jaka muszę wykonywać to codzienne pisanie czego się nauczyłam a czego nie (to drugie bardziej) na swojej stronie internetowej owej szkoły-pracy. Małżonek wybyty, objad niezjedzony. Dziecia brak.
Małżonek właśnie zadzwonił. Nadjeżdża, o ironio, z obiadem, ciekawe kto będzie jeść obiad o 21??
Opublikowany kategoria: Życie codzienne Pierwsze zajecia z biblitekarstwa 2006-08-24 13:35:45 Mam gleboka nadzieje, ze ostatnie... Pan gada za szybko i wyglada na starego wilka morskiego. Brak polskiej czcionki nie wyglada najlepiej, tym samym uklad klawiatury jest calkiem dunski, straszne...
Sama biblioteka tez nie stanowi szczytu technologii, tu mam na mysli znalezienie ksiazki lub artykykulu. No nic z cala pewnoscia bedzie sie trzeba zarejestrowac...na razie na tyle, cd relacji z zajec nastapi, a sa zupelnie inne niz te, do ktorych przez lata szkoly podstawowej i sredniej czlowiek sie przyzwyczail...
Opublikowany kategoria: Życie codzienne mokra woda deszcz 2006-08-21 16:06:44 Co łączy 3 pojęcia podane w temacie?? Otóż wszystkie 3 posiadałam dzisiaj podczas powrotu z pierwszego dnia szkoły. Ciężka od deszczu, to tez nowe dla mnie zjawisko, właśnie dzisiaj przestało być mi obce. Mokruśieńka, przemoczona, nie wiedziałam za co mam się najpierw zabrać po wejściu do domu. Zalana torebka i wszelkie przedmioty w niej, czy też najpierw suszenie własnego ciała? Wybrałam to drugie, z obawy o zapalenie płuc. W tym czasie moje pierwsze zrobione dzisiaj notkatki, segregator z opisem własnej dorgi edukacji i rozwoju dostarczony przez szkołę ulegał ostatniemu nawodnieniu. Teraz wszystko się suszy, a ja chyba udam się na popołudniową drzemkę. W końcu 5h w szkole potrafi zwalić z nóg.
Opublikowany kategoria: brak wspominek ciąg dalszy 2006-08-20 11:35:13 Jeszcze 2 spośród tych wielunastu przpadków z ostatnich 2 lat utkwiły mi w pamięci. Owe 2 są z jakigoś ostatniego miesiąca.
Reszta to po prostu spotkania z pajączkami chodzącymi po ścianach lub podłogach.
Opublikowany kategoria: Pajęcze przypadki juupii 2006-08-19 15:35:16 Próba instalacji świeżej wersji zagramonicznego offica zakończona w najwyższym stopniu powodzeniem ! Teraz co prawda pozbawiłam się możliwości poprawnego pisania po polsku, ale po prostu będę musiała polegać na tym co mnie przez łącznie 16 lat nauczono w różnych szkołach i na własnej, kobiecej (wysoce zawodnej) intuicji. Ważne, że język obcy się sprawdza, łącznie z gramatyką HURA HURA HURA :) Office został zgrany na płytę i odłożony na czarną godzinę razem z całą stertą innych płyt zawierających mniej i bardziej potrzebne programy.
Teraz obrazek moich najnowszych zakupów:
Kwiatki owe dołączyły do grona roślinek w 3 skrzyniach na balkoniku. Miejsce się zrobiło, ponieważ roślinki jednoroczne najzwyczajniej w świecie się skończyły. Doszedł wrzos i astry, oba kwiatki jesienne, więc odpowiednia pora roku, która zbliża się nieuchronnie i wielkimi krokami powinna im służyć. Co prawda astry kojarzą mi się wybitnie z cmentarzem, ale nie było nic innego! Zresztą nie wiem jakie jeszcze kwiatki są jesienne. Poza tym dziwnym zbiegiem okoliczności wszystkie zakupione nowości są koloru fioletowego. Szkoda tylko, że o lawendzie przeczytałam dopiero po jej zakupie, że kwitnie pomiędzy czerwcem a sierpniem, więc żywota wiele jej nie pozostało.
Zresztą kwiaciarnia na balkonie uległa gwałtownemu rozrostowi, za sprawą sąsiadki, która wyjechała na urlop. Przybyły pelargonie i gerbery, oraz lawendy. Zrobiło się bardzo milutko, co skłania do refleksji nad kupnem kolejnej ilości doniczek z badylkami. Zresztą odkryłam szafkę w kuchni. Szafka wisi tam od zawsze, ale dzisiaj mi przyszło do głowy, że można na niej umieścić zielsko zwisające. Będzie zatem kolejny powód do wybrania się na zakupy. Jak do tej pory, kupowanie roślinek przychodziło mi duuużo łatwiej niż ciuchów.
Małżonek dzisiaj na wychodnym. Ja, osobnik domomolubny, wykorzystałam czas i obejrzałam zaległe w moim folderze filmy. Sztuka zrywania (na której drugą połowę filmu rzęsiście roniłam łzy, a koniec wcale nie był szczęśliwy, chlip chlip) oraz Wszystko zostaje w rodzinie. Filmki oba nie były w guście mojego lubego, dlatego też pozwoliłam sobie je na samodzielny ogląd. Miejsca na dysku przybyło, ale nie widzę nowości, które zwróciły by moją uwagę. Kolejny powrót supermana, który jak zawsze ratuje świat, mimo iż jest w czołówce oglądalności jakoś nie przykuwa mojej uwagi. Może jakieś propozycje?
Wybrałam się wczoraj (ostatni dzwonek) do szkoły po kopię listu. Listu z niezwykle ważnymi informacjami, który należało zachować. Zachowałam go tak dobrze, że po tygodniu szukania poddałam się i udałam się skruszona po owe niezmiernie ważne informacje do źródła.
W poniedziałek owe informacje wykorzystam. W poniedziałek pierwszy dzień szkoły-pracy. Szkoły, w której dostaje się normalnie pensje (czy ktoś zna jakąś polską szkołę gdzie płacą za naukę), pensję wcale nie najniższą. Nadal do pewnych rzeczy nie mogę się przyzwyczaić :)
Boję się okrutnie. (ojej znalazła skórkę pomidora w hebracie?!) Boję się nowych ludzi, boję się języka, boję się przedmiotów i boję się nowych ludzi. Tak zdecydowanie tych ludzi boję się najbardziej. No nic, za 48h będzie już po najgorszym, albo dopiero przed...
Opublikowany kategoria: brak próba 2006-08-19 13:35:11 a teraz nastąpi próba, dezinstalacji, a następnie ponownej instalacji innej wersji językowej programu Microsoft Office. Bardzo się denerwuję....
PS bardzo mroczny ten mój blog, zawsze mam takie wrażenie jak wchodzę na niego w godzinach przedpołudniowych, wieczorem jest lepiej :)
Opublikowany kategoria: brak początek dnia 2006-08-18 10:39:38
Czy to jest jakiś kawał??
Jak widać z powższego, "własnoręcznie" zrobionego rysunku, tak właśnie zaczął się mój dzionek. Co prawda pajęczak był znacznie mniejszych rozmiarów, ale śmiał wisieć na sieci. Spotkałam go, gdy szlachetnie postanowiłam umyć lustro, znajdujące się na drzwiach zewnętrznych garderoby. Tym razem działania zostały podjętenatychmiastowo, "pożytek" został pomiędzy palcami mymi, splaszczony o połowę. Tak więc wypowiedziana kilka dni temu wojna, trwa. Zniszczę wszystkie "pożytki" jakie mi tylko staną na drodze.
PS. Chciałam tylko nadmienić, że dom mój, w którym aktualnie mieszkam stanowi przybytek czystości (w porównaniu do mego poprzednio zamieszkiwanego pokoju w kwaterze rodziców), więc nie mam pojęcie skąd to paskudztwo się bierze.
Opublikowany kategoria: Pajęcze przypadki cd następuje 2006-08-17 15:29:22 Zupełnie nie tak dawno temu, tj. dnia przedwczorajszego, po porannych czynnościach, podchodzę do komody wziąć z niej nie-pamiętam-co, ale na pewno bardzo ważną rzecz (w końcu tylko takie mam) i zdębiałam, nawet mi się jakiś zdławiony okrzyk wydał (I etap: reakcja szok), w pudełku, pudełku, gdzie są chusteczki higieniczne (takie wyciągane jedna za drugą - medal temu kto to wymyślił), chusteczki higieniczne, które były na etapie wyczerpania.
Pudełko więc prawie puste, prawie, bo było w nim kilka chusteczek i ... stawonóg... wielki, wcale nie o cienkich nogach, czarny, okropny, brrr...
Po kolejnej fazie wzdrygnięć i otrząśnięć, przyszedł czas na działanie. Tym razem byłam nieźle zdenerwowana prześladującymi mnie od jakiegoś czasu pajęczakami i ani myślałam o ratowaniu życia tej pożytecznej istoty, biegiem po worek, zanim to to wyjdzie z pudełka. Faza działania jest najgorsza, bo zmusza do bliższego kontaktu z "pożytkiem". Chlup, pudełko do niebieskiego worka, dokładnie zawiązane, aby nic się z niego nie przedostało, wylądowało w koszu na śmieci. Zmieniłam pokój w celu dalszej drzemki porannej...
Opublikowany kategoria: Pajęcze przypadki wszystkie 2006-08-17 12:42:32 Każdy w swoim życiu spotyka pająki, w domu, na dworze, w parku, w lesie, na spacerze, na plaży, na balkonie. Ja do tej pory nie miałam z tym większych problemów, raz na jakiś czas stawonóg z 8 długimi nogami zostawał wciągnięty w system zasysający odkurzacza, bądź szczelnie zamknięty w szklanym terrarium (tudzież słoiku), bądź najzwyczajniej w świecie owo stworzenie zostało wyrzucane z pomieszczenia przy pomocy gazet i innych użytecznych sprzętów.
Tak było do czasu, aż po przeprowadzce w nie usłyszałam, że pająki są stworzeniami nader pożytecznymi, dobrymi i nie wolno się nad nimi pastwić, a broń Boże pozbawiać te istoty życia. Dramat zaczął się po moim postanowieniu, że nie będę tych niewinnych i wspaniałych kreatur zabijać. W odpowiedzi na to, owe kreatury zaczęły się ukazywać mi (w całkiem zmaterializowanej postaci) gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja. Dziś postanawiam spisać ostatnie przypadki, które nadal mam w pamięci, może z czasem będę potrafiła wysnuć wniosek, czy to tylko niewinne przypadkowe wydarzenia, czy zakrawa to na jakąś klątwę, która przy wykonywaniu przeze mnie określonych czynności jest uaktywniana.
Pretekstem do napisania owego wpisu, jest moje dzisiejsze wyjście na balkon (jakieś 10 min temu) w celu podlania spragnionych kwiatków i innych ziółek. Tam doświadczyłam spotkania I stopnia z 8nogim stworzeniem, hasającym po posadzce. Po,jak zawsze w przypadku takiego spotkania, krótkim szoku i parokrotnym wzdrygnięciu, nastąpiła faza II, czyli unicestwienie "pożytka". Tym razem było to zadanie szalenie łatwe do wykonania, pajęczak, który zdążył schować się pod doniczkę ze zwiędłą orchideą, został wypstryknięty poza metraż miejsca mego zamieszkania. Krótko i zwięźle.
cdn.
Opublikowany kategoria: Pajęcze przypadki brak tytułu 2006-08-14 22:19:31 aha, musze słownik znaleźć...
napisanie pół pracy zadania domowego zajęło mi pół dnia, jeszcze jutro mam drugie pół żeby ją dokończyć, tragedia... poza tym nie mam słownika, bez którego po prsotu nie jestem w stanie nic prawie sklecić...
z lepszejszych wieści wynika, że w libanie zawieszono broń, tylko teraz nie wiem, co z całymi godzinami opowieści M. o tym, że to końcowa wojna i trza się szykować na harmagedon. no nic, zobaczymy jak to zawieszenie broni będzie długo trwało...
aha, no i nie mam słownika, ale jeszcze jednego, tego w wordzie, nie chce mi więc poprawiać słówek i innnych gramatycznych błędów, których na pewno robię całą masę, nie bardzo wiem jak go skombinować, ale polak potrafi, więc tą nadzieją żyję. ściąganie z osiołka zajmie całe lata, chociaż i tak jestem zdziwiona, że w ogóle ta wersja (i to najnowsza!) jest dostępna. [nie chcę zapeszać, ale idzie z prędkością zawrtoną 2,3]
poszukam tego słownika...
o rany, 700, koszt przerażający!!! można zamówić, więc z tym nie ma problemu, ale wybiorę się jutro na miasto, może gdzieś będą mieć, mam jeszcze 2 księgarnie do sprawdzenia.
Poza tym kwiatki mi się na balkonie skończyły, myślę o jakiś jesiennych, na pewno wrzos, poczytam o lawendzie, będzie pasować do reszty ziółek :)
Opublikowany kategoria: brak nudności... 2006-08-13 17:31:43 trochę pewnie z samotności, trochę z tęsknoty, ból głowy i ściskanie poniżej żołądka (nie mylić ze stanem zakochania). pogoda także nie sprzyja dobremu samopoczuciu. Trochę się wypogodziło, od rana tak lało, że świata nie było widać. Pora obiadowa... ale śniadanie było dość późne, może dlatego nie jestem głodna, nie mam też pomysłu na jakiś dobry obiadek, więc pewnie zostanie kubek kakao. Przejrzałam na allegro wszelkie możliwe nadające się do ubioru bluzki, wybrałam raptem 3 spośród kilkuset. No ale czasem po prostu nie było rozmiaru. Mam stilling do napisania, ale tak ciężko mi się do czegokolwiek zabrać... zobaczę co w adobie słychać
Opublikowany kategoria: brak nie mam siły 2006-08-11 23:24:30 10 prób zapisania 1 pliku w 50 formatach a i tak efekt nie jest taki jakbym chciała, może się nie nadaję do pracy z adobem, wrrr popróbuję później, na razie nie mam już siły, gif się optymizuje chociaż nikt go o to nie prosi...
zrobiłam placek, nie ma może w tym nic nadzwyczajnego, ale po raz pierwszy na maśle (nawet margaryna ekologiczna okazała się beznadziejna, masło co prawda solone, ale nie da się poznać, chyba, że się już tak przyzwyczaiłam), porównując do 2 ostatnich, które najzwyczajniej w świecie, niezjadalne, wylądowały w koszu, ten wygląda jak książkowy i smakuje nienajgorzej, M. pewnie powie, że bez smaku i w ogólnie za mało słodki, ale Frankowski z dołu zjadł 2 kawałki, a przecież dzieci są najlepszymi sędziami jeśli chodzi o spożycie słodyczy, jestem więc bardzo pozytywnie do mojego placka nastawiona.
nadal wszystko i wszędzie o udaremnionej próbie zamachu, nawet właśnie kuknęłam co jeszcze na pierwszych stronach gazet, ale naprawdę tam tylko samoloty, terror no i jak to się ma do naszego pięknego kraju, ci z wyższych myślą, że polska jest na tyle atrakcyjnym celem, że zaraz po usa wszyscy będę napadać na pl, dlatego na okęciu jest tyle wojska, policji, agentów, od razu obywatele są ankietowani jak też to oni czują się w kraju (mało czy może bardzo bezpiecznie) i takie tam. a jest jeszcze ankieta dot. poparcia dla popapranych partii, tym razem wyż dla po, poczekamy tydzień, huśtawka się odwróci - prawo ciążenia można tutaj doskonale zastosować.
z kolei po raz pierwszy chyba nie zgadzam się z p. Marcinkiewieczem, który nie pojechał do niemiec, z powodu jakieś tam wystawy! karygodne, to tak jakby na polecenie radia maryja, które mu kazało zostać w kraju. no nic w końcu (z całym szacunkiem jakim darzę tego człowieka) nie uważam, że jest samodzielnym politykiem, a szkoda...
cały czas sobie obiecuję, że zasiądę do nauki słówek, których po ostatnich zajęciach jest cała masa, ale jakoś jeszcze do tego nie doszłam. mąż jeszcze nie wrócił, a mógłby...
wybrałam się dzisiaj na zakupy, ale oczywiście nic nie kupiłam, zresztą na tej naszej ulicy ilość sklepów jest do policzenia na 1 ręce, może w pon wybiorę się do jakiegoś centrum, aha konta miałam sprawdzić, w końcu muszę wiedzieć z czym bądź bez czego się do tych sklepów wybieram.
ja ej, chcę sprawdzić pisownię ileż to błędów popełniłam i co? i nie ma mojego paska google i nie chce się pojawić!! wstrętny, chyba dzisiaj komp ma jakiegoś uczulonego na mnie wirusa...
ok nie chce sie pojawić bo strona jest zamknięta, na innej jest, no trudno...
Opublikowany kategoria: brak rozwiązanie 2006-08-11 00:28:39
wzięliśmy istaharę, o tyle o ile z M. mogę sobie dyskutować, obrażać się i nie wiem co jeszcze, to po zrobieniu istahary, wszystko było jasne, 3 razy, w 3 różnych miejscach, o tej samej rzeczy... Oczywiście teraz się bardzo obawiam co będzie następnym razem...
Dzisiaj udaremnili jakieś zamachy samolotowe, nie wiem jak to zrobili, nie podają tej info, pewnie jeden z terrorystów wymiękł i nakablował, a pomysł był całkiem oryginalny, idą z postępem - bomba w stanie płynnym. dobrze się stało, znowu niewinni ludzie by ucierpieli, ale nie ukrywam, że jestem ciekawa co by z tymi bodajże 10 samolotami zrobili, nadal jestem pod wrażeniem tego szatańskiego planu z wtc.
Opublikowany kategoria: brak sen 2006-08-09 20:14:00 śniło mi się, że po tym jak stwierdził, że nie wie co ma zrobić z R. następnym razem przyniósł ją jako 2 miesięczne dziecko, było słodkie. nie mam pojęcia dlaczego tak...
Nadal ze mną nie rozmawia....
Opublikowany kategoria: Sennie śmieszne 2006-08-09 11:42:56 dzisiaj rano leżąc jeszcze w wyrze doszłam do pewnego wniosku, z którego niestety nic nie wynika, podczas tego roku, który mieszkałam w domu, za każdym razem jak się wybierałam tutaj, była wojna, obrażanie się, nie rozmawianie, tłumaczenie jaka to jestem głupia i inne podobne sprawy i epitety, a teraz mam sytuacją totalnie tą samą. chcę jechać w drugą stronę i co? szanowny pan robi to samo co moja mama, nie gada do mnie, ja się czuję winna tego, że żyję i fajnie jest...
Nie wiem co mam zrobić, może on rzeczywiście mówi poważnie, jedź i nie wracaj nie brzmi zachęcająco, ale jeśli zostanę to na pewno nie nie ma takiej możliwości, takie momenty zachęcają tylko do ucieczki jak najdalej, od wszystkich, od rodziny tej starej i tej nowej, od znajomych i nieznajomych, Ja Ali
Opublikowany kategoria: brak M. 2006-08-08 22:27:40 M. się obraził, chyba na śmierć...
Opublikowany kategoria: brak dzisiaj 2006-08-06 22:25:58 Niedziela, jak to niedziela, upływa jak zawsze pod znakiem nic nie robienia, troszkę nudy, troszkę relaksu. M. dzisiaj cały dzionek pracuje, jutro także, samotnie siedzę więc przez cały czas przed ekranem monitora. Ale znalazłam mój telefon, szkoda tylko, że jeszcze go nie ma na rynku, ale co tam, 2, 3 miesiące mogę poczekać. Zastanawiam się także nad biletem lotniczym, wydatek spory, ale w końcu mogę umrzeć i nie wydać ani złotego oszczędzając nie wiadomo na co, zwłaszcza, że przecież mam zacząć pracę. Więc pewnie spędzę jeszcze trochę czasu studiując planu lotów, zanim się na coś zdecyduję.
Aha, wojna, nie chciałam w sumie poruszać tematów politycznych, ale trudno tego nie robić, cały czas będąc bombardowanym informacjami z frontu. Ogólnie rzecz biorąc, wiedza polaków jest albo bardzo skąpa na temat sytuacji polit. albo ci ludzie, którzy piszą komentarze pod wiadomościami, są bardzo ograniczeni. M. szykuje się na harmagedon. najgorsze, że mnie chce też w to wciągnąć, ale ja się tak łatwo nie dam. Nie on pierwszy przepowiada koniec świata. Jeśli Bóg da, będzie miał rację, ale jak na razie, na pewno nie będę się tym emocjonować. Równie dobrze, walki w Libanie mogą się zakończyć za miesiąc, zamiast rozwinąć w III wojnę światową. Szkoda mi hezbollaha, całej społeczności Libanu. Tego pierwszego, że jest traktowany jako organizacja terrosytyczna i za co?? Za obronę własnego kraju, są w końcu jedyną armią jaką Liban posiada. Tego, że wszyscy są przeciw nim, bo są muzułmanami. Są tacy, którzy winią hezbollah za wywołanie tej wojny. Największa bzdura jaką słyszałam. To tak jakby winić polaków za II W.Ś., bo przecież nie chcieli sie poddać.
Bulwersuje mnie jeszcze fakt, że ludzie wierzą, iż cała sprawa wywołana jest 2 żołnierzami, którzy rzekomo zostali uprowadzeni. Po pierwsze nie mieli prawa przebywać w Libanie, więc co się dziwić, że ich zgarnęli?? Który kraj tolerowałby wałęsające się wojsko po swoich ziemiach i to nie byle jakie wojsko, ale izraelskie. Poza tym bardzo szybko została zaoferowana wymiana, jednak izrael w ogóle nie chciał o tym słyszeć. Pod przykrywką owych 2 żołnierzy, zginęło już tysiące ludzi, głównie Bogu ducha winnych cywilów.
Jasno widać, że nie chodzi o 2 ludzi, cele wyższe (a raczej niższe) powybijania muzułmanów (jako wroga narodów?), zagarnięcia ziem, rozszerzenia swego terytorium, którego przecież żydzi od zawsze mieli za mało, a ich jahwe obiecał całe połacie ziem na bliskim wschodzie. Muszą zadość uczynić przepowiedni...
Ah, no byłabym o mało zapomniała, nawet mi się dziś coś śniło, sam ten fakt należy odnotować, więc na tym poprzestanę, bo sen był brzydki i na szczęście nie wiele z niego pamiętam.
Opublikowany kategoria: brak wyprawa 2006-08-05 23:41:12 dzisiaj M. sprawił mi niespodziankę, zabrał mnie mianowicie na spacerek, przejechaliśmy co prawda pewnie z 60km (w obie strony), ale posiedzieliśmy nad morzem, pooglądaliśmy przepiękne widoki, na koniec widzieliśmy nawet łanie i koniki, spacerujące po miastowym lesie. mimo iż nie zajęła nam ta cała wyprawa więcej niż 3,5h, dzień wydał sie o wiele dłuższy od takiego siedzonego w domu.
Opublikowany kategoria: brak kolejny dzień 2006-08-04 22:32:59 smutek i łza, to jest to co ostatnio mam, tak napisał pledul, jako swój opis na gg, pasuje trochę do mojego nastroju. W sumie nawet nie wiem skąd mam tego gościa w kontaktach, kojarzy mi się coś z islamem, ale nie jestem pewna, tak czy inaczej będę go nadal przechowywać.
wypłaciliśmy dzisiaj pieniążki z mego konta, nigdy nie miałam takiej gotówki w ręce, a teraz mam ją trzymać w domu, to trochę niedorzeczne, na pewno więc gdzieś je ulokuję, a z drugiej strony, wcale ich nie tak dużo, dobra wypłata w tym kraju, o rany, rzeczywiście, lekarz dostaje tutaj tyle co miesiąc, a ja przeżywam jakby to były tysiące. nadal chcę jechać, nadal M. nie wie, Panie Boże pomóż, bo ja nie wiem co mam zrobić...
Opublikowany kategoria: brak smutek 2006-08-02 17:15:26 Smutno mi, czuję się samotna i chyba jestem głodna, w tym samym czasie jest mi niedobrze.
niestety nie znalazłam dyskietki z moimi wpisami, pewnie ją gdzieś, kiedyś wyrzuciłam albo tak schowałam, żeby nikt jej nie znalazł, no i nie mogę znaleźć. Dzisiaj mi nudno do tego stopnia, że rozbolała mnie głowa. Tęsknię do domu...
Opublikowany kategoria: brak burza 2006-08-01 23:48:39 dzisiaj wieczorem pojawiła się burza, grzmiała i błyskała, to wszystko w towarzystwie ulewy, już poszła, a powietrze jakie po sobie pozostawiła jest rześkie i świeże, bardzo się cieszę z takiego gościa :)
Oczywiście nie było czerwonych piorównów, ale robiąc ten obrazek chciałam jakiegoś dodać urozmaicenia (tekst mi się nie chce przesunąć, to pewnie spowodowane zakłóceniami w od- biorze, zresztą nawet przez pół godziny w ogóle się do blogu nie mogłam dostać). Zarezerwowała kolejny bilet, aaa no najważniejsze, dostałam pieniążki, pieniążki, dużo pieniążków, tylko dziękować Bogu, bo to na pewno Jego sprawka :)
Na dziś chyba na tyle, nic się w sumie ciekawego nie dzieje. Do książek, które kupiłam nie zajrzałam nawet, nie mówiąc o włożeniu płyt CD, które obie zawierają takowe cuda, do kompa i choćby sprawdzenia co na nich jest.
Opublikowany kategoria: brak Nuda 2006-07-31 20:46:17 Blog miał być o snach, ale nic mi się nie śni, mimo wszystko cieszę się, że go mam, w chwilach takich jak ta, tzn chwilach nudnych pozostających bez rozsądnego zagospodarowania czasu, zawsze można tutaj wejść i coś napisać. To jak schowanie się do pokoju i pobycie chwilę samej. No ale też w końcu pisałam pamiętniki przez kilka dobrych lat. Kiedyś je nawet przepisałam do worda, ale nie potrafię sobie przypomnieć co zrobiłam z dyskietką (wtedy nawet jeszcze nagrywarki nie było), postaram się poszukać, może mi się uda załadować moje życiowe rozterki w sieć.
Jak wskazuje temat, który trochę mnie irytuje, że trzeba go wpisywać (tytuł, nie temat), ostatnio nie mam zbyt wiele do roboty. Kupiłam dzisiaj książki, przeraziłam się zawartością ich treści, jak np podłączanie cewnika, ale mile zaskoczyłam formą ich wydania, ilością obrazków i tym, że zrozumiałam nagłówki... o rany nie wiem jak ja sie tego nauczę...
M. śpi, syjam dzisiaj więc jest nie do życia. R. biega po dworze, szkoda, że nie lubię dzieci, ale jak mam je lubić skoro chodzą po niej wszy?? I to nie tylko po niej, wiele jest tu takich przypadków. To chyba tym pesymistycznym akcentem skończę na dziś.
Opublikowany kategoria: brak photoshop 2006-07-29 23:38:32 Wczoraj z przyczyn sił wyższych musiałam się udać w gościnę do znajomej. Nie ma w tym nic złego, poza tym, że owa znajoma jest zawsze bardzo zmęczona, wszystkim i niczym, chociaż to bardzo miła osóbka. Ale pokazała mi ona, jak można edytować obrazki w adobie i przerabiać je na gify. Próbka moich dzisiejszych umiejętności widoczna jest w banerze, oczywiscie dorobiłam tylko gwiazdki i napis, księżyce wyciełam z gotowego obrazka. ale co tam, od czegoś trzeba zacząć :)
Najgorsze, że to wciąga...
Opublikowany kategoria: brak czw 2006-07-28 09:42:58 Niesamowite, dzisiaj za oknem spadają krople deszczu i są zaledwie 23 stopnie. Post, wczoraj, dzisiaj i jutro... M. planuje dzisiaj spotkanie dla wspólnoty, jeśli dojdzie do skutku, czeka mnie tymczasowa wyprowadzka. Czasem dobrze wyjść z domu.
Snów brak, tracę jakąkolwiek wiarę, że moje prośby przyniosą jakiś efekt. Nie jestem nikim specjalnym i pewnie tak musi zostać.
Opublikowany kategoria: brak Odwolany 2006-07-26 21:04:41
Muszę kupić książki do szkoły, najlepiej kupić i zacząć czytam, nawet jak przeczytam to i tak będę daleko w tyle, to straszne, nie wiem jak ja temu podołam. Przecież najpierw się muszę języka nauczyć, a potem zabierać za uczenie przedmiotów różnych w tym języku. Zresztą najwyżej mnie po 2 miesiącach wyrzucą. Wcześniej nie mogę sobie na to pozwolić, pieniążki sa potrzebne.
No tak, jeśli chodzi o sny, to nawet dzisiaj mi się coś śniło, 4 kurczaki które wyjęłam z naszej zamrażarki, by je przygotować na obiad, ale były jeszcze gotowane ziemniaki i jakiś sos z soczewicy czy czegoś, i chyba M. coś też ugotował, o jeszcze były takie długie kiełbaski, też w zamrażarce. Ogólnie mówiąc chyba byłam głodna. Chyba mój organizm po wczorajszym dniu nic-nie-jedzenia miał do tego prawo. Ale jak tu jeść w takich warunkach? Nawet pogoda temu nie sprzyja...
Opublikowany kategoria: brak Pon 2006-07-24 10:27:39 Woda różana stoi nadal obok monitora nie ruszona, ciężko się czasem zabrać do własnej pielęgnacji. Słoneczko schowało się za chmurki, wieje wiaterek, po wczorajszej malutkiej burzy, powietrze dzisiaj jest znacznie przyjemniejsze.
Chyba musiałabym powoli zacząć się pakować, chociaż może najpierw kupiłabym bilet. Jak wszystko pójdzie ok, to może jutro się wybiorę.
W Libanie nadal trwają walki, wygląda na to, że będzie już tylko gorzej. A w Iraqu wczoraj w wybuchu 1 bomby zginęły 65 osób, przeszło 200 rannych. Wydaje się, że to co mówi M. nabiera coraz pewniejszego wyglądu, szkoda tylko, że tak krawowo się zaczyna, a przecież musi być jeszcze gorzej, żeby dojść do tego długo oczekiwanego rozwiązania. Teraz tylko czas będzie odgrywał rolę, a im szybciej tym lepiej.
Opublikowany kategoria: brak Anioł 2006-07-23 21:14:00 Dziasiaj postanowiłam znaleźć w sieci zdjęcie anioła, oczywiście nie musi to być zdjęcie, ale może być malunek lub coś stowrzonego komupterowo. Niestety nie udało mi się. Nie żeby ich nie było, po prostu nie było takiego, żeby mi się spodobał.
M. znowu wyszedł, ale z dosatrczonych dzisiaj przez niego informacji, wynika, że woda różana pozwala zachować czystość i świeżość skóry. Ponieważ buteleczka z olejkiem różanym s toi w szafce od bardzo dawna, postanowiłam spróbować czy rzeczywiście owy specyfik zadziała.
Zakupiłam dzisiaj malutki kamień księżycowy, płaski i jasny. Kamienie księżycowe dobrze wpływają na kobietki. Możliwe, że jest to związane z cyklami, jakie przechodzą i kobiety i księżyce. Podobno, owy kamień, w czasie pełni zmienia kolor. Ten, który otrzymałam kiedyś w prezencie, co prawda nie jestem do końca pewna czy to właśnie k.k. nie zachowuje się w ten sposób. Ale nowy jest naturalniejszy, a przynajmniej nie jest w nic oprawiony, więc jako że nieograniczony i nie zamknięty w kleszczach srebra, być może ukaże swoje naturalne moce. Oczywiście wypróbuje go dzisiejszej nocy. A znajdę jakąś fotkę k.k.
Opublikowany kategoria: brak Upał 2006-07-22 16:52:58 Nawet wybraliśmy się na poszukiwanie jakiejś chłodziarki, ale ceny dostępnych na rynku nas po prostu poraziły, no więc nic z tego nie wyszło i nadal się grzejemy. Nawet aldi był zamknięty i nie kupiliśmy lodów.
Dostałam list dzisiaj ze szkoły, pierwsze spotkanie w kawiarence 21. nie wiem co mnie pokusiło, ale dzisiaj sobie pomyślałam, że skoro H. mógł chodzić do szkoły to ja też dam radę, chodzi tu oczywiście o stosunki społeczne, rany zaczynam panikować!! Chyba naprawdę jestem conajmniej niespołeczna....
Opublikowany kategoria: brak Marta 2006-07-21 18:27:28 Dzisiaj śniła mi się Marta, siedziałyśmy sobie i mi powiedziała, że właśnie zmarł jej teściu. Ale to wszystko pewnie dlatego, że wczoraj o niej myślałam...
Upał, mimo iż rano popadało. Pan dzisiaj w sklepie mnie bardzo zdenerwował, chciał mi sprzedać kawę za 35, mimo iż zaledwie 1,5 tyg kosztowała 18. Bardzo się wkurzyłam, nie potrafił też mi odpowiedzieć czy ma sezam, więc z całą pewnością do tego sklepu już nie zaglądnę! Nigdy!!! Tyle sklepików, a ja nie mogę sobie znaleźć ulubionego....
Opublikowany kategoria: Sennie czw 2006-07-20 10:02:42 Jak się człowiek obudzi w czwartek, to od razu lepiej na sercu :) tak jakoś radośniej, nawet jeśli obudzenie nastąpiło przez czwartkową, całkiem nieźle hałasującą, śmieciarkę pod oknami sypialni. Słoneczko świeci, wiaterek wieje, pogoda jest jednym słowem urocza.
Temat został poruszony. Oczywiście jest jego obawa, no ale ja też się boję i to chyba bardziej od niego, a mimo wszystko ja chce jechać! Już sie nie mogę doczekać....
Dzisiaj mi się śniła ogromna huśtawka, w kształcie takich przcinających się mieczy, ale to były huśtawki, w kształcie serduszek, nawet przechodziłam między nimi dwa razy. Koniec końców w skórze mojego chłopaka, który był zupełnie kims innym, wybierałam z 3 podgrewanych garnków popcorn z sezamem, a on sam był chory na raka. To jakie sny czasem potrafią być na rzut oka bez sensu, w głowie mi się nie mieści...
Opublikowany kategoria: brak
środa 2006-07-19 11:10:35 Nie lubię środy, ani jednej ani drugiej, ani tej z przed tygodnia, ani tej następnej, a przecież urodziłam się w środę. Noce mijają hałaśliwie, ale nie w snach, ale na jawie. samochody, śmieciarki, wiatr i firanki latające, po prostu nie da się wyspać. Ale za to w snach? W śnie cisza i spokój, no może nie do końca, ale to chyba z winy mojej nie do końca załatwionej sprawy z przyjacielem. Kobieta przecież nie może się rozluźnić, za nim wszystkiego nie załatwi, nie ma też mowy, żeby myślała o seksie. No więc miejmy nadzieję, że to się da jakoś załatwić, prędzej niż później.
Z ciekawostek, pojawił się google toolbar i ma moduł sprawdzania pisowni, nawet w owych 3 językach. Ale jak to bywa, zajmuje miejsce...
Opublikowany kategoria: brak cud 2006-07-15 22:42:12 To niesamowite.... po lekkiej wczoraszej depresji, dzisiaj spotkała mnie wielka niespodzianka, wielki prezent, w którym Najwyższy spewnością maczał palce Dzieki Bogu :) dodatkowe 6000 na koncie jako zapomoga nie mogła być przypadkiem, to znak, to dar to wielki prezent i Chwała Panu za to !!
Chce jechać do domu, nie wiem jak o tym powiedzieć, ale wiem, że chcę jechać, chociaż na tydzień, zwłaszcza, że nie wiem kiedy będę miała okazję uczynić to kolejny raz. Potrzebuję tego i tęsknię trochę.
Gilmorsy utknęły na 99,9... oby doszły za chwilę.
Opublikowany kategoria: brak z innym 2006-07-14 11:49:14 zmiana kamienia, ale to samo, bez rezultatu, nie ma ryzyk'a
koleżanka wyjechała, chyba nie mogłabym wrócić do studenckeigo życia, miekszania w 1 pokoju z inną osobą, człowiek z wiekiem robi się bardzo wygodny, nie wiem jak przyjaciel mógł tak łatwo się ze mną zaaklimatyzować, potym jak wtargnęłam w jego życie z butami i stertą własnych rzeczy, ale jakoś to idzie :)
Opublikowany kategoria: brak nd 2006-07-09 19:58:01 wczorajsza noc, znowu bez zmian, jakieś obrazki z życia, dnia codziennego, nie wiem co robię źle...
Opublikowany kategoria: Sennie so 2006-07-08 21:19:17 ostatnie dni upłynęły pod znakiem niczego... nieprzespane noce=brak snów....
Opublikowany kategoria: Sennie pon 2006-07-04 19:02:22 dzsiaj znowu bez zmian, ale chociaz spałam jak zabita. Oprócz tego dowiedziałam się, że mój pierścionek został przeze mnie przez pomyłke zamieniony. Wróciłam do poprzedniego, zobaczymy co się stanie dzisiaj...
mój wyjazd stanął pod znakiem zapytania, muszę mu przyznać rację, nic dobrego z tego nie może wyniknąć, zwłaszcza w taki upał, miejmy nadzieję w Bogu, że to się zmieni....
siedzą dzisiaj na plaży, aż mi się łezka w oku zakręciła, trochę zazdrosna na pewno też jestem, on biega tam pewnie tylko w spodenkach, a ja głupia dbałam, żeby miał guziki zapięte w koszuli.... co za ironiaaaaa
wrócili, nawet się przyznał, że pływał, nie wiem co mam o tym myśleć, przecież pojechał ze mną i tylko dla mnie w to piekło, i to nie na kilka godzin, ale na kilka dni, można to do siebie porównać, a mimo wszystko czuję ukłucie w sercu, dlaczego ja nie mogę???
Opublikowany kategoria: brak niedziela 2006-07-03 11:57:59 dzisiaj bez akcji, jakies marzenia senne, milona razy się budziłam, nie będąc pewna, czy w ogóle przez większą część nocy spałam, ranem było lepiej.
ból głowy wydaje się być związany z hematytem, po jego ściągnięciu, wydaję się być lepiej...
Opublikowany kategoria: Sennie wczoraj i dzis 2006-07-02 20:28:54 póki pamiętam, bo przecież znowu zapomnę
wczoraj: byłam u rodziców, siedziałam bodajże w kuchni, nad talerzem, na którym było pełno oliwek i klopsiki z mięsa. grzebałam widelcem, bardzo chciałam się dowiedzieć jakie to mięso, ale będąc pewna, że to wieprzowina ,bałam się zapytać. nie wiem do końca czy jadłam to czy nie. Obudziłam się z wielkim niesmakiem.
Znajomy twierdzi, ze jedzenie mięsa oznacza obgadywanie kogoś za plecami...
dzisiaj: pokój duży, dziecko znajomego, które próbuje zasnać na kanapie, jej matka lezy obok, przy czym tylko świadomość mówi mi że to jej matka, jest czarno-szarym pomarszczonym czymś, moja siostra stojąca przy drzwiach, ja siedzę przy kompie (jakie to znamienne :)). gdy wszystko wydaję się być w porządku, dziecko zasnęło, nagle w telewizorze odbija się nasz pokój i widzę jak w lustrze. i widze w tym tv jak duch matki dziecka skacze jak oszalały, ale nic nie widze w rzeczywistości, kierując się odbiciem, próbuje złapać to coś, bez większego skutku. Próbuje powiedzieć Ya Ali, ale zamiast tego słysze tylko bełkot. pokazuje siostrze zdjęcie Imama wiszące w miejscu zegara, ale ona nie wie o co chodzi. pokazuje dziecku (które prawdopodobnie w między czasie się po porstu obudziło) mniejsze zdjęcie na przeciwległej ścianie, ona wie kto jest na obrazie, zaczyna mówić Ya Ali, po chwili powtarza po niej siostra, w końcu sie budzę, mówiąc Ya Ali.
nie rozmawiałam jeszcze ze znajomym o jakimś wytłumaczeniu....